1

POLLYWOOD – Polskie sekrety amerykańskich mediów, cz. 1

Bez Sigmunda Lubina wciąż oglądalibyśmy film w kinetoskopie, a bez braci Warnerów kino byłoby do dzisiaj nieme i czarno-białe. Billy Wilder to jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii kina, a Pola Negri była pierwszą diwą z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy oni mieli polskie korzenie i stworzyli podwaliny przyszłego Hollywood. Jak do tego doszło?

Powiedzenie, iż w dzisiejszych czasach media rządzą światem, jest tak odkrywcze, jak stwierdzenie, że w parowozie panuje upał. To media decydują, kto będzie sprawował władzę, który kraj wypowie któremu wojnę, jaki będzie jutro kurs waluty i w co ubierzemy się w następnym sezonie. O tym, jak głęboko sięgają wpływy mediów, moglibyśmy debatować latami. Dla uproszczenia więc wybierzmy niektóre dziedziny medialne, takie jak prasa, radio, telewizja, film, muzyka, marketing, PR, szkolnictwo i edukacja, moda, social media oraz Internet. Wbrew pozorom, wszystkie one mają wspólne korzenie, wspólnych przodków. A ich początków szukać możemy na tych samych ziemiach – czyli w Polsce.

Przemysł filmowy, który niewątpliwie dał początek rozwojowi mediów, powstał trochę tak, jak wszechświat. Pierwsze elementy kształtowały się niesłychanie powoli i bardzo długo czekały na iskrę, która tchnęłaby w nie życie. Takim katalizatorem był wybuch materii, natomiast w przemyśle filmowym ową iskrą stało się wynalezienie kamery, będącej w stanie zarejestrować ruch obiektu. Może warto zastanowić się, dlaczego ten wynalazek rozgrzał wyobraźnię jednej, specyficznej grupy emigrantów? Zacznijmy od tego, że początki filmu zbiegły się w czasie z olbrzymią falą emigracji do Stanów Zjednoczonych. Od 1880 do 1923 roku przybyło do USA ponad 20 milionów ludzi z całego świata, ale to właśnie przybysze z polskich ziem (i kilku Węgrów) stworzyli przemysł, który później zdominował cały świat.

Dla klarowności, co jest Polską i kogo uznaję za Polaka, przyjęłem definicję obowiązującą w prawie międzynarodowym, iż za Polaka uważana jest każda osoba urodzona na terenach polskich, niezależnie od religii, rasy lub orientacji seksualnej. Rozszerzyłem tę definicję od obecnych granic do przedrozbiorowych, a w stosunku do osób urodzonych w XIX wieku dodałem dodatkowe kryterium – ich własny wybór. Louis B. Mayer w rubryce „miejsce urodzenia“ wpisywał „Russia/Poland“, a przecież nie musiał. Mógł napisać tylko Rosja i nikogo by nie oszukał. Podobnie robili bracia Shubertowie. Tereny, z których pochodzili, leżały pod zaborem pruskim, więc mogli spokojnie podawać się za Niemców lub Prusaków i byłoby to zgodne z prawdą. A jednak tego nie robili. Dla trójki braci Warnerów – Krasnosielc, a dla Billego Wildera – Sucha Beskidzka pozostały miejscami, do których często wracali pamięcią, i – tak jak w przypadku Wildera – korzystali z każdej okazji, żeby się czegoś więcej o nich dowiedzieć. Byłem tego świadkiem. Najwybitniejszy producent w historii Hollywoodu, urodzony w Jarosławiu Sam Spiegel, po odrodzeniu się Polski w 1919 roku, mając wybór, zdecydował się na polski paszport, a nie austriacki, i posługiwał się nim ponad dwadzieścia lat, aż do otrzymania amerykańskiego obywatelstwa. Jeśli oni mieli taką wewnętrzną potrzebę, żeby przyznawać się do Polski, jakie mamy prawo, by im to odbierać?   

Przedziwna była dynamika wzajemnych stosunków bohaterów mojego artykułu. Fakt, że praktycznie wszyscy się znali, nie ulega najmniejszej wątpliwości; że konkurowali ze sobą i to nie zawsze w uczciwy sposób – również. Na to, że się nie znosili i często wbijali sobie noże w plecy, mamy aż za dużo dowodów. Jednak kiedy – jako grupa – czuli się osaczeni, natychmiast jednoczyli siły i dawali odpór intruzom – tylko po to, by za chwilę znowu się zwalczać. Wszyscy posiadali podobne cechy – niesłychany spryt i umiejętność wnikliwej obserwacji. Umieli odkryć możliwości w codziennych sytuacjach i miejscach, które inni zignorowali. Dobrym przykładem tego typu talentu jest słynna historia z rękawiczkami, której bohaterem był Samuel Goldwyn, producent filmowy i współzałożyciel wytwórni filmowej MGM. Gdy w 1913 roku prezydent Wilson i amerykański kongres zdusili rodzimy przemysł, obniżając taryfy celne na import rękawiczek, Goldwyn – wówczas sprzedawca w jednej z nowojorskich firm – wsiadł na statek i popłynął do Francji. Tam zakupił olbrzymie ilości tanich rękawiczek i kazał zapakować je nie parami, lecz stronami – lewe i prawe osobno. Tak posortowany towar podzielił na sześć transportów i w tygodniowych odstępach wysłał do różnych portów w Stanach Zjednoczonych. Potem wrócił do Nowego Jorku i nie odbierał ich przez sześć miesięcy. Po pół roku, zgodnie z panującymi przepisami, rząd uznał przesyłki za porzucone, a jako niczyje – nie podlegające cłu, i musiał wystawić je na licytację, aby odzyskać koszty magazynowania. Nikt oczywiście nie chciał kupować tylko lewych lub tylko prawych rękawiczek, więc nabywców na towar nie było. Goldwyn jako jedyny pojawiał się na aukcjach i praktycznie za bezcen odkupował własne rękawiczki, przewoził do Nowego Jorku i tam ponownie je segregował. Gdy przemysł rękawiczarski padał, firma Goldwyna biła rekordy sprzedaży. W całej tej aferze Goldwyn nie złamał ani jednego prawa lub przepisu, wykorzystał natomiast każdą możliwą lukę prawną na swoją korzyść. Każdy z wymienionych przeze mnie w artykule bohaterów ma podobne historie na swoim koncie.

Czytelnicy prawdopodobnie zadadzą sobie pytanie, dlaczego z olbrzymiej grupy Polaków wybrałem właśnie tych, a nie innych? Otóż za decydujące kryterium uznałem to, co zrobili dla nowego przemysłu i jego rozwoju. Czyli, mówiąc prosto, w czym byli pierwsi. Bez Sigmunda Lubina na przykład wciąż oglądalibyśmy film w kinetoskopie: każdą kopię pojedynczo w osobnej maszynie. Jego przenośny projektor zapoczątkował rewolucję, umożliwił pokazywanie tej samej kopii wielu widzom jednocześnie. Bez Samuela Goldwyna filmy byłyby krótkie. To on zrealizował pierwszy pełnometrażowy film fabularny w Hollywood. Od tej pory, zamiast służyć za wypełniacz czasu między skeczami na scenie, filmy stały się główną atrakcją, a dzielnica Los Angeles, zwana Hollywood, zmieniła się w stolicę światowego przemysłu filmowego.

By Andrzej Krakowski, New York
Studio publicity photo of Billy Wilder and Gloria Swanson.