Lubię to

POLLYWOOD – Polskie sekrety amerykańskich mediów, cz. 2

W poprzednim numerze analizowaliśmy początki przemysłu filmowego i dowiedzieliśmy się, jak duży wpływ mieli Polacy na rozwój i kształt współczesnych mediów. Oto część druga niezwykłej opowieści o tych, którzy stworzyli podwaliny Hollywood. Przekonajmy się, co świat zyskał dzięki genialnym emigrantom o polskich korzeniach.

Gordon i Mayer stworzyli pierwszy system wynajmu filmów, który zaowocował powstaniem przedsiębiorstw dystrybucyjnych. Bez nich nie mielibyśmy dzisiaj olbrzymich sieci kin i  multipleksów. Bez Mayera nie mielibyśmy też studiów i międzynarodowych konglomeratów medialnych w postaci, w jakiej istnieją dziś. Nie mielibyśmy również gwiazd filmowych.

Bez braci Warnerów film byłby do dzisiaj niemy i czarno-biały. To oni są autorami przełomu, którego dalszy rozwój spowodował rewolucję technologiczną. Niespotykaną prędkość, z jaką w obecnych czasach zmienia się technologia, zawdzięczamy bezpośrednio właśnie tej czwórce braci.

Bez braci Shubertów nie mielibyśmy tak bogatego teatru, a Broadway byłby nadal jednym z bulwarów Nowego Jorku, a nie symbolem rozrywki. Symbiotyczna relacja między teatrem, literaturą i filmem na pewno wiele im zawdzięcza – tak samo, jak popularne w naszych czasach wielkie widowiska i musicale, przeróbki znanych produkcji oraz filmowe adaptacje popularnych sztuk.

Pola Negri, jako pierwsza gwiazda z Europy, wybiła się ponad hegemonię amerykańskich bogiń ekranów i pozostała w pamięci widzów do dziś. To ona otworzyła drogę do sławy Grecie Garbo, Hedy Lamarr i późniejszym ikonom kina, jak choćby Ingrid Bergman lub Marlenie Dietrich. A przy okazji, przez swoje egzaltowane zachowanie, stała się medialną diwą i pierwowzorem Normy Desmond w „Bulwarze Zachodzącego Słońca”.

Al Jolson był pierwszym aktorem, który przebił barierę dźwięku i został uznany w swojej epoce za najsławniejszego aktora rozrywkowego na świecie. Nie ulega wątpliwości, że pomogły mu w tym jego polskie korzenie. Paul Muni był z kolei pierwszym aktorem urodzonym na terenach Polski, który nie tylko zdobył Oscara, ale również podniósł standard kunsztu aktorskiego do poziomu, do którego do dziś aspirują najwybitniejsi współcześni aktorzy dramatyczni na całym świecie. Może z wyjątkiem aktorów polskich, gdyż w ojczystym kraju Muni pozostaje nieznany.

Billy Wilder uznawany jest, jeśli nie za najważniejszego, to jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii filmu. Nikt nie ma na koncie produkcji o tak szerokim wachlarzu gatunkowym jak on. Bez Wildera nie powstałaby francuska Nowa Fala ani włoski Neorealizm.

Kogo pominąłem? Niewątpliwie uznanie należy się Maxowi Fleischerowi z Krakowa, bez którego nie byłoby amerykańskiej animacji filmowej, i Davidowi Sarnoffowi z Uslan koło Mińska, bez którego nie byłoby dzisiejszej telewizji. Na pewno na uwagę zasłużyli również: urodzona w Krakowie Marianna Michalska, która jako Gilda Gray stała się wielką gwiazdą i wypromowała jeden z najpopularniejszych tańców epoki, Salka Viertel z Sambora, Mark M. Dintenfass z Tarnowa, bez którego nie byłoby wytwórni Universal, Sam Spiegel, który z oszusta przeistoczył się w najwybitniejszego producenta w historii kina, i Bronisław Kaper, pierwszy polski kompozytor, zdobywca Oscara za „Lili” i niestrudzony promotor polskiej sztuki.

Cropped screenshot from the trailer for the 1932 film Scarfac

Cropped screenshot from the trailer for the 1932 film Scarfac

Co spowodowało, że to właśnie oni, a nie emigranci z innych krajów, stworzyli ten przemysł i podwaliny przyszłego Hollywood? Przyjechali do Stanów wygnani ze swoich krajów przez biedę, brak pracy i prześladowania religijne. Ale z tego samego powodu, wśród 23 milionów emigrantów, znaleźli się Irlandczycy, Włosi, Skandynawowie, Japończycy i Meksykanie. Byli to jednak w większości ludzie niewykształceni, w przeciwnym razie znaleźliby zatrudnienie w swoich krajach. Tymczasem wśród Żydów praktycznie nie było analfabetyzmu. Każde dziecko, a na pewno każdy chłopiec, by stanąć do bar micwy w wieku lat 13, musiał umieć czytać i pisać, co w stosunku do wyznawców innych religii dawało im przewagę.

 Restrykcyjne prawa i pogromy odebrały Żydom możliwość kontynuowania silnych tradycji rodowych. Nazwisko nie było tak istotne, jak umiejętność przeżycia, dostosowanie się do nowych warunków i dostrzeganie możliwości tam, gdzie inni ich nie zauważali. Nie bali się podejmować ryzyka. Inni emigranci, niezależnie od tego, czy im się powiodło, czy nie, zawsze mogli powrócić w rodzinne strony. Polscy emigranci pochodzenia żydowskiego nie mieli tego komfortu. Nikt na nich nie czekał, najwyżej służba w carskim wojsku i kolejne pogromy. Byli naocznymi świadkami okrucieństw i dehumanizacji, co wywoływało w nich silne poczucie empatii, chyba najbardziej niezbędnego elementu w twórczości. Ich wewnętrzna potrzeba dzielenia się swoimi historiami ku przestrodze innym czyniła ich naturalnymi twórcami.          

A dlaczego tak mało przybyszów z Polski przebiło się w Hollywod po II wojnie światowej? Myślę, że jednym z powodów jest fenomen, który nazwałbym „furią neofitów”. Założyciele przemysłu filmowego, wraz z upływem czasu i pomnażanym dorobkiem, odchodzili od korzeni. Pomimo że wywodzili się z małych sztetli, ich działalność nagle zyskiwała zasięg światowy. Zaczynali czuć się obywatelami wielkiego świata, stawali się pionierami dzisiejszej globalizacji. Ich potomkowie nie mają już żadnych sentymentów do kraju rodziców, często nawet nie wiedzą, skąd pochodzą. Nie znają języka ojców. Wyrośli w nowym świecie. O przodkach mówią z niechęcią, często nawet pogardą. Zapominają, że dzięki ich olbrzymim wysiłkom sami nie musieli tak ciężko pracować i mogli studiować na najlepszych uniwersytetach. Ich możliwości ograniczone są tylko czasem i majątkiem, który mają do dyspozycji. Przybysze z Polski przypominają im o tym, że kiedyś nie należeli do klasy rządzącej. Niestety, pamięć ich rodziców o kraju, z którego pochodzą, zatrzymała się w dniu, w którym go opuścili. Sto lat później, gdy nie ma już Kozaków i sztetli, ciągle w zbiorowej pamięci pozostają gwałt, przemoc, bieda i strach. I dzieci bezmyślnie przekazują ten obraz kolejnej generacji. A szkoda.

Andrzej Krakowski
Photos: Wkipedia