1

Na motocyklu w Himalajach – Wyprawa po wewnętrzną siłę

„Zmieniłeś się”. – usłyszałem od właściciela hotelu, gdzie wynajmowałem pokój hotelowy i w którym nie było mnie od miesiąca. Pokiwał z uznaniem głową i zobaczyłem w jego oczach coś, czego nie widziałem wcześniej – szacunek. Poprzedni raz spotkaliśmy się miesiąc wcześniej, wtedy wyjeżdżałem z miasta na wypożyczonym motorze, wyjeżdżałem, dodam, bardzo beztrosko. Miało mnie nie być jeden dzień… Wróciłem po trzydziestu.

W trakcie podróży kupowałem ciepłe ubrania, ponieważ im wyżej wjeżdżałem w Himalaje, tym zimniejsze stawały się zarówno noce, jak i dnie. Pamiętam olbrzymią odwagę, jaką znajdowałem w sobie, aby jechać coraz wyżej i wyżej, pokonywać przepaści na drewnianych kładkach, spać pod gołym niebem i bronić mojego motoru przed miejscowymi. Musiałem podnieść się po upadku, z którego wyniosłem kilka szwów na lewej ręce i mnóstwo strachu, z którym byłem zmuszony się zmierzyć, aby ponownie wsiąść na motor po kolizji.

Od tego czasu w Indiach minęło prawie 10 lat. Tymczasem wciąż noszę w sobie bardzo wyraźne wspomnienia tamtych dni, chwil kiedy kształtowałem się jako mężczyzna, jako człowiek. Czasu, kiedy po raz pierwszy w życiu spotykałem się z sytuacjami tak trudnymi pod względem emocjonalnym, społecznym, fizycznym, komunikacyjnym i mentalnym. Kiedy musiałem przebudzić w sobie zupełnie nową jakość, aby wyjść z nich zwycięsko.

„Zmieniłeś się” – te słowa i spojrzenie mojego gospodarza chodziły za mną przez cały dzień. Usiadłem na brzegu rzeki wracając pamięcią do wszystkiego, co przeżyłem przez ostatni miesiąc. Kiedy wróciłem do hotelu, spojrzałem w lustro i zobaczyłem w nim innego mężczyznę niż tego, którego przyzwyczaiłem się widzieć. Ten człowiek miał pewne siebie spojrzenie i niespotykaną siłę w oczach. Wiedziałem, że to jestem ja i jednocześnie czułem, że dokonała się we mnie wielka zmiana, która wywróci całe moje życie do góry nogami. Wróciłem do Polski z silnym przekazem i poczuciem misji, aby dzielić się wewnętrznym odkryciem z każdym, kto zechce mnie wysłuchać. „Masz siłę, pewność w sobie – sięgnij po nią. Odważnie. Zrób krok naprzód, szczególnie w miejsca, których się boisz. Ruszaj naprzód! Uwierz w siebie!”. Mój pierwszy wykład odbył się w małej salce, dla pięciu osób. Później coraz więcej osób decydowało się dołączyć. Aż wreszcie dwa lata temu miałem zaszczyt wystąpić dla prawie pięciu tysięcy ludzi.

NIE RODZISZ SIĘ WOJOWNIKIEM – WOJOWNIKIEM SIĘ STAJESZ!

Nikt z nas nie rodzi się pewny siebie, nikt nie jest silny od urodzenia. Kiedy po moich podróżach wróciłem do Polski, zacząłem nauczać tego, co sam poznałem i przeżyłem. Teraz już byłem pewny, że ludzie mogą się zmieniać, że możemy wzrastać. Człowiek w pewnym momencie swojego życia musi podjąć decyzję, czy będzie słuchał głosu strachu czy wręcz przeciwnie, tej części w nas, która jest odważna, chce poznawać i odkrywać nowe rozwiązania, sposoby oraz miejsca, w które może się udać.

Kiedyś, przez wiele lat myślałem, że rozwój osobisty jest po to, aby któregoś dnia przestać odczuwać strach, aby kompletnie usunąć lęk z mojego życia i przestać go doświadczać. Teraz wiem, że to nie możliwe, więcej, to zupełnie nie o to chodzi. Jadąc krętą, górską drogą w Andach, spostrzegłem, że reflektor w moim motorze słabnie, tymczasem na drogę spadł deszcz, a po obu stronach drogi są przepaście. Pojawił się strach, silny, obezwładniający. Zatrzymałem się i chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę spotkałem się z nim. Oddychając świadomie obserwowałem wszystkie jego przejawy. Zamknąłem oczy i skupiłem się na tym uczuciu w ciele, na drżących rękach, ściśniętym żołądku, płytkim oddechu. Zacząłem wyobrażać sobie jak wygląda taki lęk, gdybym miał go narysować, czym on by był…

Po chwili przed moimi oczami pojawił się wściekły wilk, który atakował wszystko dookoła, łącznie ze mną. Moją pierwszą reakcją było wycofanie, chęć ucieczki, ale w pewnym momencie spojrzałem się na niego surowo i pewnie i powiedziałem „Siad!”. Ku mojemu zaskoczeniu posłuchał, chyba równie zaskoczony siłą i mocą mojego głosu. Przytuliłem go w wyobraźni do klatki piersiowej. „Siad!”. – takie proste, dlaczego nikt mnie tego nie nauczył – pomyślałem. „Ponieważ miałeś odkryć to sam”. – odpowiedział wewnętrzny głos. Najlepszy i największy nauczyciel jest w nas. Doprawdy, wszystko nosimy w środku. To jest wielki czas pobudki dla wielu ludzi na świecie. Dla serc i umysłów, które żyły w ograniczeniach, ograniczeniach które nie mają nic wspólnego z potencjałem, jaki człowiek nosi w sobie.

DŻUNGLA AMAZONII – NAJWIĘKSZE WYZWANIE

„Przejdź przez to godnie, jak wojownik” – tak brzmiały ostatnie słowa, które usłyszałem od peruwiańskiego curandero. Miejscowi często nazywają ich uzdrowicielami, lekarzami dusz. Od miesiąca mieszkałem w dżungli, kilkadziesiąt kilometrów od cywilizacji. Kompletnie odcięty od jakiejkolwiek technologii, prądu, nie wspominając o internecie. Tak, to możliwe, to były czasy, kiedy Facebook nawet nie istniał. Byłem testowany przez naturę i moich gospodarzy na każdym kroku. Ja, miejski człowiek, w środku Amazonii, otoczony przez dzikie zwierzęta i upały zmieszane z deszczami, byłem poddawany intensywnym próbom moich curanderos. Dodam, że na własne życzenie.

Szukałem więcej tego, co znalazłem już w tak wielu miejscach na świecie – siły, odwagi, wiary i pewności. Kiedy raz odkryjesz, jak wielki potencjał w tobie drzemie, stajesz się poszukiwaczem odpowiedzi na pytanie „Jakie naprawdę są nasze możliwości? Co jeszcze jest w nas ukryte?”.

Istnieje stara legenda. Kiedy bogowie stworzyli ludzi przestraszyli się tego, jak szybko uczą się i jak potężni się stają. Zwołali zebranie wszystkich bogów, aby zdecydować, co zrobić z tą wielką mocą, jaką obdarzyli ludzi. Mieli wiele pomysłów. Jedni chcieli ukryć moc na szczytach gór, inni w głębinach oceanów, ale zgodnie wszyscy orzekli, że człowiek i tak szybko ją tam znajdzie. Wtedy jeden z bogów rzekł „ukryjmy tę moc w ich wnętrzu, głęboko w środku”.

„Przeżyj to godnie”. Chciałem jeszcze o coś zapytać mojego przewodnika, ale całym ciałem wstrząsnęły bardzo silne dreszcze, język kompletnie zdrętwiał tak, że zamiast słów, wydobyłem z siebie jedynie dziwny zwierzęcy dźwięk. Wtedy zaczął się ból. „Przeżyj to godnie, przeżyj to godnie” powtarzałem jak mantrę. Wszystkie słabości, których doświadczałem w życiu widziałem jak na dłoni, przejrzyście.

Wtedy zrozumiałem, że w naszych życiach mogą i będą pojawić się przeciwności, problemy, konflikty, choroby – takie jest życie. Najważniejsze jest to, kto wyjdzie im naprzeciw. Jakim człowiekiem jesteśmy dla przegranych, kiedy zwyciężamy? Jakim człowiekiem jesteśmy dla wygranych, kiedy przegrywamy?

Ból był rozdzierający, ciało zgięte w pół w pozycji siedzącej. Usłyszałem w środku mój własny głos „Podnieś się” i natychmiast drugi głos „Poddaj się, nie masz siły”. Odwieczne starcie, którego głosu posłuchamy, za jakim aspektem nas podążymy, jakiego wyboru dokonamy? Indianie powiadają, że istnieją w nas dwa wilki. Jeden zły, wściekły, zazdrosny i pełen nienawiści. Drugi dobry, szlachetny, cierpliwy i prawy. Kiedy wnuczek zapytał starego Indianina: „Dziadku, który z tych wilków jest silniejszy, który wygra?” – „Ten, którego będziemy karmić” – usłyszał odpowiedź.

„Przeżyj to godnie” powiedziałem do siebie w środku po raz ostatni i uniosłem się do góry. Usiadłem prosto z wyprostowanym kręgosłupem i odetchnąłem głęboko. Pomyślałem wtedy, że czasami zbyt łatwo dajemy się jako ludzie zachwiać poprzez warunki zewnętrzne, które czasami jak sztorm przechodzą przez nasze życie. Przypomniałem sobie sztormową pogodę na morzu i kapitana jachtu, na którym płynęliśmy. Stał wyprostowany, silny, pewnie trzymając ster. Prawdziwy wojownik.

Amazonia była trudnym doświadczeniem i wielkim wyzwaniem, ale to właśnie wielkie wyzwania i poradzenie sobie z nimi dają nam siłę. Nawet jeśli odnieśliśmy porażkę, tym bardziej musimy tam wrócić i spróbować jeszcze raz. Nie, nie spróbować. Zrobić to.

KIM WYBIERASZ BYĆ I JAK DECYDUJESZ SIĘ ŻYĆ?

Mamy wybór. Nasze życie i jego kształt pochodzi z sumy wszystkich wyborów jakich dokonaliśmy, dokonujemy i będziemy dokonywać do końca naszego życia. Nigdy nie mówię i nie twierdzę podczas moich wykładów i szkoleń, że jestem idealny, ale jestem wojownikiem. Bycie wojownikiem nie ma nic wspólnego z agresją czy walką z drugą osobą. To ścieżka, na której podejmujesz decyzję, aby żyć w taki sposób, który pozwala ci na stawianie sobie wyzwań, wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, konfrontację zarówno ze swoimi słabościami i lękami, jak i spotkanie ze swoją siłą. To jest droga wojownika. Życie, w którym walczymy o to, aby być najlepszymi, jakimi tylko możemy być, zarówno dla siebie jak i dla innych.

Nie musisz jechać w Himalaje czy podróżować po dżungli w Amazonii, aby przeżyć coś, co zmieni diametralnie Twoje życie. Możesz wejść na drogę wojownika. Od wielu lat w Polsce mam zaszczyt przekazywać tę wiedzę podczas szkoleń, wykładów i osobistych coachingów. Przez te wszystkie lata, które minęły od czasu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowa „Zmieniłeś się. Jest w tobie coś innego”, znajduję wiele odpowiedzi i równie wiele pytań. Ale są rzeczy, których jestem pewny, za które mogę ręczyć i jeśli miałbyś wziąć z całego tego artykułu jedną najważniejszą rzecz, to byłoby to po prostu – „Wsiądź na motocykl, włącz silnik i jedź!”. Życie jest obfite w naukę i zmiany dla tych, którzy wybierają odważnie. Powodzenia na drodze wojownika. Wierzę, że zobaczymy się wkrótce.

Zapraszam Cię na szkolenie Droga Wojownika, więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie Polish Success Centre.

Paweł Jan Mróz