3

Kevin Aiston, Brytyjczyk zakochany w Polsce

Kevin Aiston znany jest z popularnego programu telewizyjnego “Europa da się lubić”. Pomimo trudnej przeszłości sięga po marzenia, które realizuje jedno po drugim. Jest dumny ze swojego pochodzenia, ale to właśnie Polska pozwoliła mu sięgnąć do gwiazd i zostać jedną z nim. Dlaczego wybrał nasz kraj i czym urzekli go Polacy?

Twoje zaciekawienie Polską zaczęło się ponad 20 lat temu od spotkania Polaka – Pana Kazimierza w firmie na Chiswick. Czy dalej macie ze sobą kontakt?

Tak, to prawda. Moja przygoda życiowa zaczęła się od momentu, gdy poznałem Kazimierza w pracy w Londynie. Pracował tam „na czarno”, a ja byłem ciekawy skąd on ma taki „dziwny” akcent i  w jakim języku mówi. Powiedział, że mówi po polsku, jest Polakiem i pochodzi z Polski. Oczywiście, nigdy nie słyszałem języka polskiego wcześniej, nie wiedziałem, kto to jest Polak i nawet nie wiedziałem, gdzie leży Polska. Wiem, wstyd, ale czy powinienem wiedzieć wszystko mając lat 22? Kazimierz mi wyjaśnił mnóstwo rzeczy i od czasu do czasu, gdy przychodził czas, aby wyjść na zewnątrz na fajkę, to opowiadał mi o Polsce, polskiej historii , pisarzach, królach, noblistach i wtedy mówiłem mu, że chciałbym zobaczyć, jak jego kraj wygląda i że chętnie bym poznał więcej Polaków. Pewnego dnia Kazik przyszedł do pracy, wręczył mi jakieś klucze i powiedział.  – Chcesz zobaczyć Polskę, to jedź. Tu są klucze do mojego mieszkania. Z Bogiem.  No, to przyjechałem, zobaczyłem i zostałem. Czy mamy kontakt ze sobą jeszcze? Tak, lecz bardzo sporadyczny. Dzwonimy do siebie od czasu do czasu, a wtedy gadamy godzinami, jak starzy kumple.

Sprzedałeś wszystko, co miałeś, wyczyściłeś konto bankowe, zrezygnowałeś z pracy. Postawiłeś wszystko na jedną kartę, wyjechałeś do Polski. Co było głównym bodźcem, tak ważnej decyzji?

Przyjechałem do Polski 21 października 1992 roku, a to co zobaczyłem było boskie! Mieszkałem wcześniej w Paryżu przez prawie rok. Urodziłem się w Chelsea, Londyn. Kiedy porównałem Warszawę z tymi dwiema stolicami, to co działo się wówczas w Warszawie, było dla mnie nie do opisania! Temperatura -26 stopni C, śnieg absolutnie wszędzie, a ludzie uśmiechnięci. Dla porównania, jak spada 2mm śniegu w Londynie, to jest to katastrofa! Zostajemy w domu! Pociągi nie jeżdżą, samochody stoją, ludzie są smutni. A tu? Proszę bardzo! Śnieg po kolana, minus 26 stopni, bary otwarte, ludzie robią zakupy, chodzą po ulicach, pomyślałem wtedy sobie „Twardy naród! Podoba mi się i już”.

Później, wpadłem do knajpy „Złoty Róg” chcąc wypić sobie piwo, to poznałem wielu serdecznych ludzi w tym barze (był tam, gdzie teraz jest wejście do metra na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej). Znam ich do dzisiaj! 25 lat później. Każdy mnie pamięta, gdy nie potrafiłem mówić ani słowa po polsku i pamiętają, jak zapisywałem wszystkie nowe polskie  słowa w notatniku, który zresztą mam do dzisiaj jeszcze w szufladzie. Decyzja? Otwartość Polaków, serdeczność, gościnność, polskie jedzenie, zwyczaje i zdecydowanie polskie poczucie humoru. Nie mamy wpływu na wybór miejsca urodzenia, ale możemy sobie wybrać miejsce, gdzie chcemy mieszkać, a mój wybór to właśnie Polska.”

Autor: Tomasz Zukowski/Studio K

Pierwsze zderzenie z polską kulturą – jakie sytuacje, tradycje, utarte zachowania najbardziej Cię zaskoczyły? Gdzie popełniałeś faux pas?

Faux pas było mnóstwo. Powiedziano mi, zanim wyjechałem z Anglii do Polski, że całuje się w rękę nowo poznanych ludzi! Poznałem jakiegoś Piotra i pocałowałem go w rękę! Prawie dostałem w twarz za to! Polacy myśleli, że wszyscy Anglicy, to jacyś „lewi”. Jak później usłyszałem polskie powiedzenie: “Żeby życie miało smaczek, raz dziewczyna, raz chłopaczek”. To wtedy pomyślałem, o co im chodzi? To samo, gdy szedłem pierwszy raz na imieniny. Ja w jeansach, koszula z krótkimi rękawami, a wszyscy inni w garniturach. Myślałem, że to stypa! Mnóstwo takich przykładów mam, ale człowiek się uczy, prawda? Skąd miałem wiedzieć, że nie mówi się per Ty (tak jak my mówimy po angielsku. Nie mamy per Pani / Pan). A jak zwracałem się do jakiejś dystyngowanej babci i mówię do niej „Jak się masz? Spoko”? Wszyscy w pokoju zamarli!

Jakie były Twoje odczucia przed nagraniem pierwszego odcinka „Europa da się lubić”?

Co ja tutaj robię? Poważnie. Nie wiedziałem do końca, co się dzieje, w jakim celu, czemu ja, itd… Myślałem sobie. – Dobra. Będę w TV przez chwilę. Pomacham wszystkim znajomym i już. Nie zrozumiałem wtedy, że to będzie naprawdę przygoda życiowa i że wygram Telekamerę i że poznam niemalże wszystkich sławnych polskich aktorów, śpiewaków i kabareciarzy. I jeszcze, że będę z nimi występował później na scenie lub w jakimś programie!

Niejeden Polak w Anglii chciałby posługiwać się językiem angielskim na takim poziomie, na jakim Ty posługujesz się językiem polskim. Czy masz swoje triki, dzięki którym szybciej przyswajasz języki obce?

Dziękuję bardzo. Triki? Nie! Jak czegoś nie lubisz, to się nie nauczysz tego. Kropka. Nic na siłę. Wiedziałem, że tu w Polsce zostanę, więc musiałem koniecznie nauczyć się języka polskiego i już! Nie chodziłem na żaden kurs, nie chodziłem do żadnej szkoły. To dzięki Polakom i ich cierpliwości wobec mnie, w końcu nauczyłem się waszego wspaniałego języka. Dzisiaj w różnych stopniach władam pięcioma językami: angielskim, polskim, francuskim, niemieckim i drugim językiem polskim, migowym (PJM). Wydaje mi się, że mózg, powiedzmy Anglika, jest „przyzwyczajony” do języka angielskiego i od urodzenia traktuje obce słowa jako… obce. Ja natomiast mówię mózgowi, że owszem znasz na przykład słowo „red” i że „red” to jest „red” i to słowo jest tobie znane, ale słowo „rot” po niemiecku lub słowo „czerwony” po polsku i słowo „rouge” po francusku również oznaczają „red”, więc nie są tobie mózgu ty mój już obce. A mózg powoli akceptuje takie słowa „rouge”, „czerwone” i „rot” i schowa je w tej samej „szufladzie”, w której jest słowo „red” i wszystkie te słowa siebie „znają” i już są kolegami, a nie już obcymi słowami. I tak robię z wszystkimi słowami każdego danego języka obcego dla mnie, jako Anglik. To nie jest trik, tylko mózg musi zaakceptować nowe słowa i już.

Mówiłeś z humorem, że zarówno Anglicy, jak i Polacy lubią piwo. Czy doszukałeś się innych wspólnych mianowników, które można znaleźć w polskiej i angielskiej kulturze?

Tak! Nie tylko piwo!  Zarówno Polacy, jak i Anglicy lubią dobre jedzenie. Nie boją się próbować nowych potraw z innego kraju. Choć ja zawsze się śmiałem sam do siebie, kiedy proponowałem Polakowi kanapkę z frytkami i słyszałem w odpowiedzi “Fuj! Kanapka z frytkami? Nigdy w życiu!” A mówi to ktoś, kto na co dzień jada flaki albo świńskie nóżki. Co jeszcze? Zdecydowanie poczucie humoru! Jak ja się śmiałem, kiedy usłyszałem pierwszy raz (i jeszcze w pełni zrozumiałem) polski dowcip! Naprawdę macie super poczucie humoru. A bez humoru, jak można żyć? Lubimy biesiadować, przyjmować gości, usiąść i porozmawiać przy wspólnym stole. I tak do białego rana w przemiłej atmosferze. I oczywiście pracować. Nasze narody mają swój honor. Nic za darmo. Do leniwych nie należymy. Facet, to facet i ma robić to, co do niego zależy, a kobieta jest kobietą i też robi to, co do niej należy.

Twierdzisz, że w Polakach najgorszą cechą jest narzekanie. Jaka jest natomiast, według Ciebie, najgorsza cecha Anglików?

Ja to nazywam „Ą, Ę”, na które składa się dystans, protokół, chłód, udawanie, że wszystko  jest OK. Anglicy lubią pokazywać “zimną krew” wobec obcych, a Polacy są zupełnie inni. Dawaj! Skąd jesteś? Jak masz na imię? Piwko? Siadasz z nami? Anglik w życiu by tego nie powiedział. Szkoda, ale każdy naród ma swoje plusy i minusy. Inaczej byśmy byli wszyscy identyczni i to byłoby nudne. Ja z kolei bardzo się cieszę, że mam cechy dwóch narodów w sobie. Wiem, kiedy mam być Anglikiem, a kiedy mam włączyć tryb Polaka. 

Długą drogę przeszedłeś zanim wylądowałeś w miejscu, w którym jesteś teraz. Nie wywodzisz się z bogatego domu, nie miałeś łatwego startu w życiu. Jaki, według Ciebie, jest przepis na osiągnięcie sukcesu? Co robiłeś, aby Twoje marzenia stały się rzeczywistością?

14 lat spędziłem w Domu Dziecka, w państwowej instytucji i do dziś nie wiem czemu. Ale to już historia. Przeszło, minęło. Teraz mam swoją rodzinę i dbam, aby moim córkom nie stało się nic złego. Mają być szczęśliwymi dziećmi w pełni znaczenia tego słowa, bo później czeka je prawdziwe życie, jako dorosłe osoby. Mają bawić się, eksperymentować, śmiać się, wracać do domu brudne, skaleczyć sobie kolano, spaść z roweru, cieszyć się z życia dziecka. Przepis na osiągnięcie sukcesu? Nie mam pojęcia! Nigdy nie słuchałem nikogo, kto mi powiedział, że mi się nie uda. (Taka polskość we mnie chyba). Chciałem być strażakiem, od kiedy ukończyłem lat 6. Musiałem, na spełnienie tego marzenia, czekać aż 26 lat, bowiem zostałem strażakiem tu w Polsce mając 32 lata i według mnie byłem bardzo dobrym i profesjonalnym strażakiem przez 13 lat. Uratowałem wiele istnień, zarówno z pożarów, jak i z wypadków samochodowych. Skończyłem moją karierę w Polskiej Straży Pożarnej na pozycji Dowódcy Sekcji. Byłem odpowiedzialny za cały wóz strażacki i za każdego strażaka na jego pokładzie podczas akcji. Wierzyłem w siebie.  Jak słyszę, że się nie da, to tym bardziej pragnę udowodnić samemu sobie, że ja dam radę. Nie innym, sobie. Można? Oczywiście, że tak! 

Jesteś doskonałym przykładem, że jeżeli się chce – to można wszystko. Czy upór miałeś w sobie zawsze czy wykształcił się on w pewnym momencie Twojego życia?

Chyba od momentu, kiedy wyszedłem wreszcie z Domu Dziecka mając lat 18. Trzeba zrozumieć, że w Domu Dziecka, nigdy nie mogłem podejmować jakiejkolwiek decyzji za siebie. Ani jednej. Nigdy. Jak już wychodziłem z Domu Dziecka, to wyrzuciłem wszystko, co mi powiedziano i zacząłem iść swoją drogą. Odkrywałem samego siebie na nowo. Zamiast słuchać tej doktryny, którą mi tłuczono do głowy dzień w dzień przez 14 lat. Wiem, co umiem, a czego nie. Rysować nie umiem, więc malarzem nie będę. Tańczyć nie umiem, więc tancerzem nie będę. Nie mam predyspozycji po prostu, więc nauczyć się nie da. Znam już swoje limity, swoje możliwości i na tych możliwościach koncentruję się, a nie na słabościach. Chciałem jechać do Paryża? Pojechałem. Co może się stać złego? Nic. Nie podoba mi się, to wracam do Anglii. Chcesz pracować dla BBC, jako fotograf, spróbuj, zapytaj się. Jak nie, to nie. Zamiast siedzieć na czterech literach i obwiniać świat za to, że ja nic nie mogę, sięgaj po marzenia. Chcesz jechać do Polski? Jedź! Chcesz zostać strażakiem? Zostań. Chcesz zostać Radnym w Radzyminie? Zostań. I jestem. Dostałeś zaproszenie, aby być Członkiem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu? Przyjmij je. Jestem do dziś aktywnym członkiem tej Kapituły. Chcesz gotować profesjonalnie? Gotuję dzisiaj profesjonalnie. Bądź sobą, a nie słuchaj koniecznie wszystkich dookoła. Owszem, rozważ to, co mówią do Ciebie, ale nie bierz niczego do serca, ani pozytywnego, ani negatywnego. Ty też masz swoje zdanie i możliwości.

Kulinaria to Twoja pasja. Dania polskie i angielskie, które wychodzą Ci najlepiej?

Pasja? Mało powiedziane. Kiedy gotuję, to jest tak samo, jakbym medytował. Uspokaja mnie to. Ubóstwiam gotować. Nie ma nic lepszego dla mnie na świecie, jak połaczyć składniki w ładne, smaczne i estetycznie danie, a które danie? Tylko dobre! Uważam, że nie ma już pojęcia kuchnia polska, francuska, hiszpańska, włoska lub angielska. Owszem, podstawowe dania mogą pochodzić z danego kraju, ale dzisiaj dla mnie jest albo dobra kuchnia, albo niezbyt dobra. Zależy od gustu i oczywiście od kucharza, który ma za zadanie uduchowić daną potrawę. Moje motto kulinarne: Przepis jest tylko wskazówką, a nie regułą.

Co porabiasz teraz zawodowo w Polsce, bo tak naprawdę nikt nie wie?

Teraz? Dużo. Nie jestem osobą, która siedzi na czterech literach i nic nie robi. Ja zawsze mówiłem, że jakbym musiał pracować w biurze, siedząc przed komputerem, to bym zastrzelił się po tygodniu! Obecnie od 4 lat pracuję na etat jako zawodowy ochroniarz dla bardzo dobrej i profesjonalnej firmy ochroniarskiej Grupa DSF. Mam super dobrego i uczciwego szefa (mówię tak, bo odkąd jestem w Polsce nigdy nie miałem tzw. szefa wcześniej, a Sławek jest naprawdę swój chłop). 

Jestem jednym z głównych dowódców ochrony przy imprezach masowych. Zapewniamy między innymi ochronę największego klubu muzycznego w Warszawie „Stodoła”. Jeśli chcielibyście się wybrać, to serdecznie zapraszam na rewelacyjne i bezpieczne koncerty na żywo!

Oprócz tego, jak wspomniałem wcześniej, gotuję profesjonalnie, bowiem zanim wyjechałem z Wielkiej Brytanii, ukończyłem Szkołę Gastronomii (Catering College) w Londynie, a teraz wracam do wyuczonego zawodu, jako kucharz. Potrafię i chętnie gotuję różne kuchnie i rozmaite dania świata. Na przykład kiedy gotuję na międzynarodowych targach w Europie reprezentując Polskę, wtedy gotuję polskie, dobre  potrawy zrobione z polskich produktów. W ten sposób zachęcam obcokrajowców do odwiedzania Polski. Poprzez kuchnię trafiam do ich serc pokazując polskie smaki. W Polsce często gotuję angielską lub amerykańska kuchnię (też dobrą!), aby pokazać Polakom angielskie przysmaki, jak na przykład brytyjską jagnięcinę i sery prosto z Wielkiej Brytanii.

Sam napisałem książkę kucharską o brytyjskiej kuchni po ludzku, czyli po polsku, pt. „Kevin Sam w Kuchni… Nie Tylko Fish & Chips”. Chwaląc się troszkę, zostałem przyjęty, jako Członek Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni w Polsce. Można? Można. Nadal prowadzę kabarety i różne imprezy po całej Polsce, albo dla Polaków i Polonii w różnych krajach w Europie i również mam swój występ typu stand-up kabaret (po ludzku!), który cieszy się dużym uznaniem. Oprócz tego jestem radnym w Radzyminie, Członkiem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu i jeszcze działam w Polskiej Straży Pożarnej, tylko tym razem nie bojowo, lecz prewencyjnie. Odwiedzam dzieci w przedszkolach (dorosłych w firmach) i opowiadam im, jak to jest być strażakiem, co to jest pożar, jak unikać pożarów, jak się dzwoni na Straż Pożarną i najważniejsze chyba, co robić podczas pożaru i jak z niego bezpiecznie się wydostać. Dzieci nade wszystko…

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Przytocze tu cytat z książki  Woody Allena „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”.

Dziękujemy za rozmowę!

Alicja Gietka