2

W jednej walizce – Dom nad Pilicą

Fragmenty wywiadu  z Elżbietą z hr. Plater-Zyberków  hr. Tyszkiewicz

Dorastałam wraz z rodzeństwem i rodzicami w dworku nad Pilicą. Przeważnie rodziny arystokratyczne były bogate, ale moi rodzice, Edward Plater-Zyberk i Irena z Romerów, utracili w 1918 roku duży majątek Liksna w Inflantach. Dlatego też mieszkaliśmy w zwykłym, ładnym domu, otoczonym starymi drzewami, na 120 hektarach piaszczystej ziemi. Rodzice starali się nam zapewnić jak najszczęśliwsze dzieciństwo. Korzystaliśmy ze swobody; po domowych lekcjach z nauczycielką, wybiegaliśmy na podwórze i razem z chłopskimi dziećmi wspaniale się bawiliśmy. Budowaliśmy szałasy i gniazda na drzewach, skakaliśmy z belek w stodole i graliśmy całymi godzinami w palanta. Zimą wyruszaliśmy na dalekie wyprawy i zbieraliśmy sidła na kuropatwy i wnyki na zające, które chłopi zastawiali w polu. Dzieciństwo na wsi wspominam z zachwytem!

Ela okno PilicaElżbieta hr. Plater – Zyberk w oknie majątku Pilica – okres międzywojenny

Jako jedenastoletnia panienka pojechałam na pensję do gimnazjum im. Cecylii Plater-Zyberk. Przez pierwsze miesiące nie mogłam się przyzwyczaić do życia szkolnego. Powoli zaakceptowałam, a potem polubiłam rygor. Parę lat później wybuchła wojna. Wraz z siostrami pokończyłyśmy kursy sanitarne i prowadziłyśmy aptekę zaopatrywaną przez znajomych lekarzy. Rozwoziłam również rowerem gazetki. W domu czekały na mnie inne obowiązki: pomagałam przy gospodarstwie, wstawałam rano do udoju, pilnowałam karmienia koni, krów, zajmowałam się kurami i świniami.

5. Ela Tyszkiewicz portretElżbieta hr. Plater – Zyberk hr. Tyszkiewicz – Rawdon 2006

Gdy w sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, do Pilicy zbliżył się front bolszewicki, a nasz dom zajęli Niemcy. Postanowiliśmy uciec i podczas nieustającego obstrzału udało nam się cudem złapać konia, którego z siostrą zaprzęgłyśmy do malutkiej, dwukołowej bryczki. Wsiadła do niej nasza matka i kucharka Miecia, załadowałyśmy trochę pakunków, przywiązałyśmy krowę. Nie wiedziałyśmy, że opuszczamy dom na zawsze.

Po upadku powstania moja siostra Róża pojechała jako sanitariuszka do obozu w Pruszkowie, skąd udało jej się uratować mnóstwo osób. Pomagałam w odwożeniu ich z Pruszkowa na linię kolejki grójeckiej.

Męża, Andrzeja Tyszkiewicza, poznałam mieszkając u Róży na Śląsku. Niedługo było dane nam cieszyć się życiem młodej pary. W 1947 roku komuniści zdążyli się rozprawić z AK-owcami i zabierali się za arystokrację i ziemiaństwo. Pewnej nocy po Andrzeja przyszło czterech uzbrojonych ubeków. Na rozprawie prokurator zażądał kary śmierci. W końcu mąż wyszedł z aresztu za kaucją, lecz UB szykanowało nas bez ustanku  –  Andrzej nie mógł znaleźć pracy. Dopiero z czasem wszystko się ułożyło. Urodził się nam synek Krzysztof, robiłam w domu swetry na maszynie, Andrzej został szoferem. Później ukończył kursy geodezyjne i zakładał studnie.

6. Platerzy w zalobieIrena z Romerów hr. Plater – Zyberk Irena z dziećmi w żałobie po śmierci męża – Edwarda hr. Plater – Zyberk

Do Kanady wyjechaliśmy w 1958 roku, dzięki nowej ustawie o łączeniu rodzin. Wyjeżdżając z Polski mieliśmy po 5 dolarów; były to jedyne pieniądze, które rząd komunistyczny pozwalał wywieźć. Początki w nowym kraju były trudne. Zostałam sprzątaczką, nie wiedząc nawet jak w obcym języku nazywa się wiadro i ścierka. Po trzech miesiącach udało nam się pożyczyć 100 dolarów. Kupiliśmy za nie samochód i byliśmy niezmiernie szczęśliwi!

Pamiątką ze szczęśliwych, przedwojennych lat jest dla mnie secesyjny kilim. Utkały go jeszcze dziewczyny wiejskie w założonych przez ciotki mojego ojca warsztatach w Inflantach. Ocaliły go, w tajemnicy przede mną i resztą rodzeństwa, moja matka razem z kucharką, które po ucieczce z dworku wróciły tam nocą i pozbierały  rzeczy rozrzucone w ogrodzie. To cały majątek, który ostał się z Inflant.

Beata Gołembiowska