1

HOLLYWOOD to nie Ameryka

Moja teściowa w Warszawie regularnie narzeka, że amerykański chłam zalewa polskie kina. Zwracam jej uwagę, że tak naprawdę to, co jest nazywane amerykańskim, już dawno amerykańskie nie jest.

Weźmy jako przykład „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa“. Dystrybutorem filmu był jeden z hollywoodzkich gigantów, Walt Disney Pictures, więc pozornie film przyszedł z Ameryki. Ale spójrzmy na elementy: scenarzystka rodem z  Południowej Afryki, reżyser – Nowozelandczyk; zdjęcia kręcono w Nowej Zelandii, Tasmanii, Czechach i w Polsce; efekty specjalne zrobiono w Stanach, Australii, Gwatemali i Bóg jeden wie, gdzie jeszcze; udźwiękowienie i muzykę – w Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Nie ma już amerykańskich wytwórni filmowych. Może nawet nigdy nie było – jest to kwestia interpretacji. Metro-Goldwyn-Mayer było założone przez Marcusa Loewa i Nicholasa Schencka. Loew przyszedł na świat w Nowym Jorku, ale rodziców miał z austro-węgierskiej Galicji. Schenck urodził się w Rybińsku. Prowadzący wytwórnię Louis B. Mayer był rodem z Mińska. Goldwyn urodził się w Warszawie. Trzech z czterech braci Warnerów – założycieli Warner Brothers – pochodziło z Krasnosielca koło Makowa Mazowieckiego. 20th Century Fox został stworzony przez Williama Foxa, który opuścił łono matki na pograniczu Węgier i Czech, a na nazwisko miał Vilmos Fuchs albo Wilhelm Fried. Założycielami Universal Studios było trzech partnerów: Carl Laemmle z Wirttembergii, Patrick Powers z Irlandii i Mark M. Dintenfass z Tarnowa. Columbia była w rękach Harry‘ego Cohna, którego matka pochodziła z Polski, a ojciec z Niemiec. Paramountem rządził Węgier Adolph Zukor. Ci „Amerykanie“ stworzyli amerykańskie kino.

20th Century Fox jest własnością News Corporation, australijskiego koncernu medialnego kontrolowanego przez Australijczyka z niedawno nabytym amerykańskim paszportem, Ruperta Murdocha. Pomimo że główne biura przedsiębiorstwa znajdują się w Nowym Jorku, News Corporation ma ponad 150 dzienników w Australii i tylko 10 w Stanach. Z tygodnikami proporcje są jeszcze bardziej jednostronne: 28 w Australii, w USA jeden. Jeśli chodzi o telewizję, lista należących do Murdocha firm wygląda jak ONZ – ponad 100 krajów. Struktura jest piramidalna. News Corp. jest właścicielem studia 20th Century Fox, a ono – kilkunastu innych wytwórni rozsianych po całym świecie. Filmy często uznawane na świecie jako typowo amerykańskie („Wielki Gatsby“ czy „Spokojny Amerykanin“, żeby było ciekawiej reżyserowane przez Australijczyków: Baza Luhrmanna i Phillipa Noyce‘a, niektóre z „Gwiezdnych Wojen“ Lucasa lub „Matrix“ rodzeństwa Wachowskich) nie były nawet kręcone w Stanach, lecz w Australii. Jak powiedział niegdyś znany amerykański producent, Abe Stern, szukając plenerów do westernu rozgrywającego się na Dzikim Zachodzie: „Kamień jest kamień, drzewo jest drzewo, skręcimy wszystko w Parku Griffitha“. Dla niewtajemniczonych, Park Griffitha znajduje się w samym środku Los Angeles.

Założona przez Harry’ego Cohna wytwórnia Columbia Pictures od 1989 roku jest częścią olbrzymiego japońskiego konglomeratu elektronicznego SONY. Tak się zdarzyło, że gdy SONY kupował Columbię, trwały już prace przygotowawcze do mojego filmu „Eminent Domain“ – notabene nakręconego w Polsce, z udziałem Donalda Sutherlanda i Anne Archer. Jednym z inwestorów w „Eminent Domain“ było właśnie SONY. Wynik transakcji bezpośrednio więc nas dotyczył. Po przejęciu wytwórni i zainstalowaniu swoich ludzi na kierowniczych stanowiskach – w tym wypadku dwóch Amerykanów Petera Gubera i Jona Petersa – nastąpił rutynowy przegląd wszystkich projektów.

Z listy SONY połączenie przeżyły dwa projekty: nasz „Eminent Domain“ oraz „By the Sword“ w reżyserii Jeremiego Kagana. Ze strony Columbii – wśród wielu – nie przeżył natomiast projekt Milosa Formana, „Hell Camp“. Treścią filmu miała być przyjaźń dwóch młodych Amerykanów zafascynowanych japońską kulturą, którzy jadą do Japonii, by bliżej poznać tradycję zapasów sumo. Jeden z młodzieńców zakochuje się w Japonce, drugi dopina swego i zostaje zapaśnikiem. Zdjęcia zaplanowano w Nowym Jorku i Tokio. Gdy lokalna prasa podała pierwsze wiadomości o zbliżającej się produkcji, japońskie stowarzyszenie zapaśników sumo złożyło ostry protest, twierdząc, że film pokazuje ich sport w nie najlepszym świetle. Columbia szybko wycofała się z projektu. Jestem przekonany, że gdyby wytwórnia nie była w rękach SONY, film by powstał i prawdopodobnie, jak inne dzieła Formana, odniósłby duży sukces. Międzynarodowy koncern najwyraźniej nie mógł sobie pozwolić na słowa krytyki od swoich udziałowców. I nic nie pomogło, że biura i studia Columbii były w Kalifornii.

W czasie, gdy SONY przejmowało Columbię, Panasonic kupił Universal za jedyne 6,6 miliarda dolarów, tylko po to, by sprzedać go Kanadyjczykom pięć lat później z miliardową stratą. Kupcem była największa firma alkoholowa na świecie, Seagram. Po następnych pięciu latach paryska Vivendii kupiła kanadyjski Seagram, przy okazji stając się właścicielką najstarszego amerykańskiego studia filmowego. Od 2004 roku Universal należy do międzynarodowego konglomeratu GE – podobnie jak sieć telewizyjna NBC oraz rozsiane po całym świecie fabryki turbin i silników samolotowych, kabli przewodowych, żarówek, kuchenek i lodówek.

Prawdziwy film amerykański wciąż istnieje – w formie filmu niezależnego, ale ten nie dociera do kin w Polsce, tak jak kino europejskie nie dociera do Stanów. Nie dociera dlatego, że przemysłem rządzi nie produkcja, lecz reklama i właściciele kin. A kiniarzy interesuje nie jakość filmu, lecz ilość sprzedanego popcornu i napojów gazowanych. Dopóki to się nie zmieni, dopóty niezależne filmy nie mają szansy dostać się na ekrany kin.

W globalnej ekonomii nie ma już koncernów jedno-krajowych. Ameryka europeizuje się tak szybko jak Europa amerykanizuje. Przypominam to za każdym razem mojej teściowej, gdy narzeka na amerykański chłam pokazywany w warszawskich kinach.

Andrzej Krakowski, Nowy Jork
Zdjęcie: Wikipedia 
Sutherland at the The Hunger Games: Catching Fire London Premiere

P.S. Powyższy artykuł jest skrótem tekstu, który ukazał się w miesięczniku „Film“, w marcu 2013 roku. Niektóre cytowane dane, pomimo iż z upływem czasu uległy zmianie, tylko potwierdzają moją tezę. Z żalem muszę dodać, że gdy piszę te słowa, nie ma już wśród nas ani „Filmu“, ani mojej teściowej.