2

Franciszek Gruszka – Za naszą i Waszą wolność!

Ostatnio Norman Tebbit, były przywódca Partii Konserwatywnej, powiedział, iż „bardzo dobrze się stało, że mieliśmy falę polskiej emigracji w 1940 roku, ponieważ bez nich przegralibyśmy Bitwę o Anglię”.

W kontekście dzisiejszej debaty na temat imigracji toczącej się we Wielkiej Brytanii – ja sięgam do archiwum rodzinnego i postaram się przybliżyć niesamowitą historię mojego krewnego – polskiego pilota, który oddał życie za „naszą wolność” – Polaków i Brytyjczyków.

Trzydzieści lat po powietrznej Bitwie o Anglię, w bagnach hrabstwa Kent, odnaleziono szczątki samolotu, a w nich prochy jednego z uczestników – polskiego pilota z 65 Dywizjonu Myśliwskiego „Indii Wschodnich”, Franciszka Gruszki.

Franciszek Gruszka ukończył z wyróżnieniem dęblińską elitarną Szkolę Orląt w 1934 roku, po czym – pełen marzeń i nadziei na przyszłość – został skierowany do Lwowa, jako instruktor pilotażu, gdzie zastał go wybuch wojny. Wraz z Armią Łódź wziął udział, już w stopniu porucznika, w kampanii wrześniowej w 1939 roku, a po 17 września przedostał się, przez Rumunię i Jugosławię, do Francji. Po grudniu 1939 roku, kiedy Brytyjczycy widzieli już swoje braki i zdali sobie sprawę z groźby położenia, przyjęli możliwość zasilenia lotnictwa myśliwskiego przez zagranicznych pilotów z nieukrywana ulgą i entuzjazmem. Franciszek, jako jeden z pierwszych polskich lotników, przedostał się do Anglii, gdzie po przeszkoleniu na samolotach Supermarine Spitfire i zakwalifikowaniu jako Flying Officer (F/O – podporucznik), został przydzielony do 65 dywizjonu „Indii Wschodnich” RAF w Hornchurch.

Tuż po przeszkoleniu, zanotował w pamiętniku słowa, przeznaczone dla swojej rodziny: „Jestem bardzo zadowolony. Jestem w obliczu walk (…) Spotykać się będę z Niemcami i będę mścić nasze krzywdy. Nie wiem, kiedy zginę, lecz będziecie dumni ze mnie, że zginąłem w walce z równym przeciwnikiem, w obronie Waszej wolności, to będzie jedna z wielu ofiar, dla Was, żyjących w udręce (…). Jestem zdecydowany sprzedać moje życie, ale bardzo drogo (…).”

photo 1

Cztery dni przed śmiercią napisał w liście do znajomego: „Zginąć tu jest bardzo łatwo i wcześniej, czy później, to samo mnie czeka. Jeśli kiedyś wrócisz do kraju, to powiedz mojej rodzinie (…)że walczyłem, aby Ojczyzna żyła i mój obowiązek spełniłem. Kochałem tak, jak potrafiłem najlepiej i jeśli życie oddałem, to za Wasze życie i całe pokolenia…”

Fatalnego dnia, 18 sierpnia 1940 roku, dywizjon 65. stoczył zaciekłą walkę z serią Messerschmittów w pobliżu Dover. Franciszek już z tego lotu nie powrócił.

W 1975 roku członkowie Towarzystwa Szukania Pamiątek Wojennych znaleźli szczątki Spitfire nr 6713, należącego do porucznika pilota Franciszka Gruszki. Specyfika bagienna sprawiła, że po 35 latach mundur, polska odznaka lotnicza i liczne drobiazgi oraz złote wieczne pióro z dedykacja od kolegów, zachowały się w dobrym stanie. Ze złotym piórem – niezbitym dowodem tożsamości, wiąże się również pewna anegdota. Ujrzawszy dedykację na piórze: „Por. Gruszce …”, Brytyjczycy wyrazili wątpliwości, czy to jednak to samo nazwisko, co „Gruszka”. Jednak po krótkiej lekcji zawiłej gramatyki polskiej, zrozumieli, iż chodzi o tę samą osobę.

Dnia 17 lipca 1975 roku, porucznik Gruszka został pochowany z honorami wojskowymi, jako ostatni uczestnik Bitwy o Anglię, na cmentarzu wojennym w Northwood, pod Londynem.

Jest to historia jednego z tak wielu Polaków, którzy – młodzi i pełni nadziei na przyszłość – nie zawahali się złożyć swojego życia w ofierze na obcej im ziemi – za wolność przyszłych pokoleń.

Anna Ruszel

Polish Professionals Forum in Europe (PPF)