1

Daniel Kawczyński: misja Polska

Jest jedynym Polakiem zasiadającym w brytyjskim parlamencie.
Z ogromnym sentymentem wraca do Warszawy, w której się urodził. Z Danielem Kawczyńskim, posłem z ramienia Partii Konserwatywnej, o dyskryminacji, polskim lobby i hydraulikach rozmawia Kinga Eva Plich.

Kinga Eva Plich: Mieszka Pan w Wielkiej Brytanii niemal całe swoje życie i aktywnie uczestniczy w tutejszym życiu politycznym. Myślał Pan kiedyś, żeby zmienić nazwisko?

Daniel Kawczyński: Wiele osób mówiło mi, że ludzie nie będą na mnie głosowali, bo mam obco brzmiące nazwisko. Odpowiadałem, że jestem dumny ze swojego pochodzenia. A wszystko dzięki mojemu dziadkowi Romanowi Kawczyńskiemu, który był ogromnym patriotą, choć żył w wolnej Polsce zaledwie 20 lat ze względu na zabory, wojny i komunizm. Odwiedzałem go w Warszawie i to on nauczył mnie patriotyzmu, ale też wstrętu do komuny, ponieważ widział, jak niszczy kraj i ludzkie dusze.

KP: Domyślam się, że dorosłym trudno żyć w kraju, który wywołuje tak sprzeczne odczucia, a co dopiero dziecku.

DK: Gdy przyjechałem do Wielkiej Brytanii, miałem na początku paszport konsularny, który wydawano Polakom mieszkającym za granicą. Kiedyś pewien strażnik graniczny powiedział do mnie (a miałem chyba 14 lat): „To ty jesteś jednym z tych Polaków, którzy opuścili ojczyznę”. Bardzo mnie to zabolało. Moja rodzina miała bardzo antykomunistyczne poglądy i trudno nam było żyć w systemie zupełnie przeciwnym do naszego toku myślenia. Nie mieliśmy żadnych możliwości, aby cokolwiek zmienić. Dziś jestem dumny zarówno z tego, że reprezentuję Shrewsbury w parlamencie, gdzie jestem członkiem Komitetu do Spraw Zagranicznych, jak i ze swojego pochodzenia i nazwiska.

KP: I mówi Pan pięknie po polsku. Ile miał Pan lat, kiedy wyjechał z kraju?

DK: Ależ ja bardzo źle mówię po polsku! Gdy wyjechaliśmy, miałem jakieś 6 lat. Poszedłem do szkoły i byłem jedynym Polakiem w klasie, który na dodatek nie znał angielskiego. Miałem ogromne szczęście, że moja pierwsza nauczycielka była Polką i mówiła do mnie w dwóch językach. Z kolei moja mama, która wyszła po raz drugi za mąż za Anglika, częściej rozmawiała ze mną po angielsku. Mówiła, że nie chce, żeby traktowano mnie jak cudzoziemca. Chciała, żebym wykorzystał szansę, jaką daje mi los, chociaż wiem, że była dumna ze swojego pochodzenia. Dziś, gdy rozmawiam z polskimi ministrami i politykami, żałuję, że nie mówię perfekcyjnie po polsku.  

KP: Pamiętam, że kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej, była duża nagonka na Polaków, głównie ze strony tabloidów. Jak to Pana zdaniem wygląda teraz?

DK: Znalazłem się z tego powodu w centrum wielkiej awantury zarówno w parlamencie, jak i w telewizji. Wiadomo, że do Wielkiej Brytanii przyjeżdżają ludzie z całego świata i problemy z imigrantami mają wpływ na wyborcze nastroje. Media koncentrują się na Polakach, ponieważ to mniej kontrowersyjny temat. Łatwiej jest skupić się na nich, bo są tu legalnie, mają podobną religię i wywodzą się z podobnego obszaru kulturowego, przez co trudniej sklasyfikować taką nagonkę jako rasizm. Cały czas mówię wyraźnie, że nie wolno dyskryminować Polaków, ponieważ na problem imigracyjny trzeba spojrzeć całościowo. Nie zapominajmy, że ponad 2 miliony Brytyjczyków wyjechało z kraju i mieszka na terenie Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę, że ok. 2,5 miliona Europejczyków przyjechało do Wielkiej Brytanii, jest to zjawisko obustronne. Unia Europejska musi się jednak zreformować i liczę na polsko-brytyjską współpracę w tym zakresie.

KP: Jest Pan polskim posłem w brytyjskim parlamencie. Jak to się przekłada na wizję Pańskiej misji?

DK: Kiedy po raz pierwszy wybrano mnie do parlamentu, miałem poczucie, że muszę skupić się na moim okręgu wyborczym i udowodnić, że sprawy Wielkiej Brytanii są dla mnie priorytetem. Po 10 latach moje podejście ewoluowało – chcę wykorzystać polskie korzenie i swoją pozycję, aby wzmacniać relacje z Polską na płaszczyźnie gospodarczej i kulturowej. Wiem, że Polacy potrafią o siebie zadbać i są świetnie zorganizowani, ale z radością im pomagam.

 

Daniel Kawczynski

KP: Przy brytyjskim parlamencie działa też Grupa ds. Polski.

DK: Tak, tworzymy tzw. grupy przyjaźni z różnymi krajami, których zadaniem jest budowanie pozytywnych relacji. W ten sposób brytyjscy parlamentarzyści mogą odwiedzić dany kraj, angażują się w jego politykę, poznają kulturę. Ta wiedza z kolei pozwala im lepiej zrozumieć religię, a to poprawia wzajemne relacje. Tak było, gdy przez ostatnie 10 lat przewodniczyłem Grupie Parlamentarnej ds. Arabii Saudyjskiej – wyobrażenie na temat tego kraju uległo dużej zmianie. Liczna i aktywna Grupa ds. Polski mogłaby mieć wyłącznie pozytywny wpływ na stosunki dwustronne.

KP: A jak to obecnie wygląda?

DK: Izraelskie, chińskie i amerykańskie grupy są największe. Chciałbym, żeby Polska je wyprzedziła i dlatego potrzebujemy wsparcia. W Wielkiej Brytanii żyje przynajmniej 800 tysięcy Polaków. Nie sądzę, żeby istniała liczniejsza społeczność i to tak jednolita. Gdyby udało się pozyskać ponad 200 członków parlamentu na rzecz Grupy ds. Polski, byłaby to najliczniejsza grupa w parlamencie. Dlatego każdy członek Polonii mógłby napisać list do swojego posła z zapytaniem, czy jako jego przedstawiciel zechciałby dołączyć do Grupy. Pojedynczy przedstawiciel nie ma siły przebicia, ale reprezentacja 200 posłów to już realna siła, która miałaby korzystny wpływ na stosunki pomiędzy Polakami żyjącymi w Wielkiej Brytanii i ich przedstawicielami w parlamencie. Polacy nie powinni obawiać się brytyjskich polityków, bo oni naprawdę chcą rozmawiać ze swoimi polskimi wyborcami.

KP: A co Pan może zrobić dla Polonii?

DK: Doradzam premierowi i wielu parlamentarzystom w tematach dotyczących Polonii. Myślę, że stworzenie takiej skutecznie działającej Grupy ds. Polski byłoby ogromnym sukcesem. Media często pokazują Polaków wyłącznie jako hydraulików, a przecież to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jesteśmy zdolni, wykwalifikowani i pracujemy we wszystkich zawodach. Polacy są skarbem Wielkiej Brytanii. Pangea Magazine to kluczowy tytuł, który pokazuje, jak bardzo jesteśmy wartościowi. Cieszę się, że magazyn odniósł taki sukces, ponieważ pokazuje prawdziwy obraz Polski i Polaków.

Zdjęcia: Joanna Koralewska & Bokeh*Pictures