2

Czetwertynska – Polska księżniczka

Jestem typowym dzieckiem emigrantów. Zawieszona między Polską a Kanadą. Kiedyś nie czułam się z tym dobrze. Nie chciałam się wyróżniać. A jak jest dziś?

Moi rodzice bardzo dbali, abym wyrosła w polskiej atmosferze i czuła się Polką. W szkole podstawowej, na Wyspie Vancouver, nie miałam problemu z zachowaniem odrębnej narodowości, gdyż uczniowie należeli do różnych ras i wyznań.  W prowadzonej przez siostry zakonne szkole średniej w Seattle wszystkie uczennice były białymi, zamożnymi Amerykankami. Włożyłam wiele wysiłku, aby niczym się od nich nie różnić i wydawało mi się, że osiągnęłam sukces. Chciałam być Cris Chet, a nie – niewymawialną dla Amerykanów – Krystyną Czetwertyńską. Po wielu latach dowiedziałam się od szkolnych koleżanek, że zapamiętały mnie jako polską księżniczkę.

dwor Czetwertynskich w Suchowoli (1)

Dwor Czetwertynskich w Suchowoli

Rodzice byli bardzo związani z krajem i spędzili w nim prawdopodobnie najlepsze swoje lata. Pobrali się w 1933 roku. W dużym majątku Kopina wybudowali modrzewiowy dwór położony wśród rozległego parku. Wojna brutalnie przerwała to wspaniałe życie. Ojciec, jako żołnierz pułku ułanów, wziął udział w Kampanii Wrześniowej, a potem dostał się do niewoli. Mama wyjechała na Słowację, gdzie wraz z moim bratem, Jerzym, spędziła całą okupację w majątku mojej babki, Elżbiety z Zamoyskich Wielopolskiej. Tuż po zakończeniu wojny ojciec został wypuszczony z oflagu. Pojechał do Krakowa i tam, po pięcioletniej rozłące, spotkał mamę, która pieszo, przez Tatry, przeszła słowacką granicę.  Wkrótce ojciec uciekł do stacjonującej we Włoszech armii generała Andersa. Mama z Jerzym dołączyła do niego i zaczęła pracować dla Czerwonego Krzyża. Przyszłam na świat już w Wielkiej Brytanii, w 1947 roku, w szkockim mieście Edynburg.

W drodze do Vancouver

W drodze do Vancouver

W listopadzie 1949 roku, podczas okropnego sztormu, popłynęliśmy statkiem przez Atlantyk. Po przybyciu do Halifaksu wsiedliśmy do pociągu i przejechaliśmy całą Kanadę, aż do Kolumbii Brytyjskiej. Ojciec znalazł zatrudnienie na kurzej farmie, a potem pracował w tartaku. Mama, jeszcze w Warszawie, skończyła kurs krawiecki i zaczęła w Vancouver szyć suknie dla bogatych dam, a ojciec, dzięki znajomości z polskim agentem nieruchomości, panem Bułhakiem, poznał dosyć szybko wpływowych ludzi. Jeden z nich, właściciel pięknego kurortu na wyspie Vancouver, zatrudnił ojca na stanowisku głównego zarządcy. Za pieniądze ze sprzedaży własności w Cannes, należącej do rodziny jeszcze przed I Wojną Światową, ojciec kupił posiadłość na Wyspie Vancouver i nazwawszy ją Kopina II, wybudował ekskluzywny kurort położony na sąsiadującym z oceanem trzystuakrowym kawałku ziemi. Po śmierci ojca, w 1965 roku, Kopina II została wystawiona na sprzedaż. Zanim opuściliśmy ją na zawsze, odbyło się w niej moje wesele.

Ślub Włodzimierza księcia Czetwertyńskiego i Elżbiety z hr.Wielopolskich Warszawa 1933 rok (1)

Ślub Włodzimierza księcia Czetwertyńskiego i Elżbiety z hr.Wielopolskich Warszawa 1933 rok

W mojej rodzinie sztuka odgrywała bardzo dużą rolę. Dobrze grający na fortepianie rodzice przekazali nam, dzieciom, umiłowanie muzyki. Nie wyobrażam sobie życia bez niej! Jestem członkiem Towarzystwa Szopenowskiego w Vancouver, co roku pracuję jako ochotnik podczas przygotowań do Festiwalu Jazzowego, śpiewam w kościelnym chórze.  Staram się wspierać wszelką działalność artystyczną. W obu rodzinach, ze strony mamy i taty, mieliśmy miłośników sztuki i artystów: na przykład brat babki ze strony matki, August Zamoyski, był słynnym rzeźbiarzem. Ojciec również rzeźbił w drewnie i moje mieszkanie zdobi kilka jego prac.

Jestem typowym dzieckiem emigrantów, zawieszonym pomiędzy Polską i Kanadą. Kiedyś nie czułam się z tym dobrze. A kim jestem obecnie? Polką? Kanadyjką? Po prostu Krystyną Czetwertyńską.

Beata Gołembiewska