1

„CAŁY ŚWAT JEST DLA MNIE PRACOWNIĄ”– Rozmowa z fotografem Pawłem Fesykiem

Umówienie się na rozmowę z Pawłem nie było łatwe, ale na szczęście udaje mi się z nim porozmawiać zaraz po jego powrocie z Berlina, a tuż przed wyjazdem do Oslo. Niedługo później wybiera się do Polski, a następnie leci do Florencji. Podróżować zaczął już podczas swoich studiów z animacji społeczno-kulturalnej na Wydziale Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego. „Wenecja, Kopenhaga, Barcelona…” – wymienia miejsca, w których pracował jako… mim. Paweł przez ponad 10 lat lat podróżował po świecie i zarabiał jako artysta uliczny, a dziś – mimo że zajął się profesjonalnie fotografią i otworzył działalność w Londynie, ale nie zaprzestał podróżowaniu. 

Justyna Norbert: Jesteś świetnym fotografem, utalentowanym artystą, nie narzekasz na brak zleceń, posiadasz kontrakt z jedna z największych firm podróżniczych na świecie, zbudowałeś wyjątkowe, imponujące portfolio, a przecież zająłeś się fotografią dopiero kilka lat temu… Jak to wszystko się zaczęło? 

Paweł Fesyk: Pod koniec lat 90-tych, będąc w Atenach wymyśliłem, że pojadę do Wielkiej Brytanii i będę tam zarabiać jako artysta uliczny, stojąc w stroju Sherlocka Holmese’a. Były to czasy, kiedy nie tak łatwo było znaleźć legalną pracę. Bycie artystą ulicznym stało się więc dla mnie pewną „furtką”, dawało wolność, niezależność oraz całkiem przyzwoite zarobki. Na stałe przyjechałem do UK w 2006 roku. Najpierw zatrudniłem się w magazynie w środkowej Anglii, tylko po to, by zdobyć NIN i móc założyć konto bankowe. Spotkałem się tam z mobingiem ze strony współpracowników, naszych rodaków. Spakowałem walizki i wyjechałem do Londynu, który i tak był moim miejscem docelowym. Chciałem tam grać w zespole jako perkusista. Mimo, że miłość do fotografii okazała się jednak silniejsza, tej do muzyki wciąż jest we mnie sporo. W 2007 roku kupiłem pierwszy aparat i zacząłem robić zdjęcia. Jeden z moich współlokatorów, widząc ile spędzam przy tym czasu, podsunął mi pomysł, żebym zajął się fotografią profesjonalnie i z pasji stworzył źródło dochodu. 

Paweł Fesyk

JN: I tak z dnia na dzień zacząłeś pracować jako fotograf? 
PF: Zdecydowanie nie. Chciałem zejść z ulicy, ponieważ brakowało mi możliwości rozwoju i perspektyw. Chciałem robić coś bardziej ambitnego, ale nie mówiłem wystarczająco dobrym angielskim, żeby dostać dobrą pracę. W końcu się udało. Zatrudniłem się jako stolarz u Anglika, który pomógł mi z nauką języka i obyciem z brytyjską kulturą. To mi dodało pewności siebie. W weekendy robiłem coraz więcej zdjęć na eventach i koncertach, a wkrótce zacząłem na nich zarabiać. Pamiętam taki moment, kiedy robiłem jedna z pierwszych moich sesji z modelka na łące i pomyślałem:, że „To jest to, co chcę w życiu robić!”.

JN: A dlaczego właśnie fotografia? 
PF: Zdjęcia to dla mnie język komunikacji z ludźmi, sposób wyrażania siebie. Pokazuję nimi świat, który nas otacza, w którym jesteśmy tu i teraz oraz mój sposób postrzegania rzeczywistości. Nas kiedyś zabraknie, ale zdjęcia zostaną. To my tworzymy historię, a fotografie są materiałem historycznym, swoistym dokumentem. Dlatego też często je drukuję, bo wierzę w papier, a nie w twardy dysk.

Paweł Fesyk

JN: Pasję do fotografii łatwo połączyć z Twoją drugą miłością, jaką jest podróżowanie…
PF: Jak najbardziej! Robiłem zdjęcia w Paryżu, Rzymie, Alpach… Cały świat jest dla mnie pracownią. Najbardziej lubię fotografować ludzi… 

JN: Można to łatwo się zauważyć! Wśród stworzonych przez Ciebie portretów możemy zobaczyć wiele znajomych twarzy: piosenkarzy, dziennikarzy, polityków… 

PF: …ale też wiele modelek, amatorek i zwyczajnych ludzi. Uwielbiam ich fotografować. Zależy mi, by zdjęcia były wielowarstwowe i aby w jednym ujęciu pokazać, nie tylko wygląd zewnętrzny portretowanego, ale i jego osobowość. Kiedy ktoś mi powie, że ukazałem osobę „taką jaką jest”, to jest to dla mnie największy komplement. Nieważne czy to jest koncert, komunia, wesele czy profesjonalna sesja zdjęciowa… najważniejszy jest człowiek, jego emocje, osobowość, charakter.

JN: To musi być nie lada wyzwanie. Przecież często nawet nie znasz osób, które fotografujesz. 
PF: Lubię wyzwania. 

JN: Dziś każdy może posiadać dobry sprzęt fotograficzny i robić dobre zdjęcia.  Jesteśmy zasypywani przeróżnymi obrazami, trudno już nas zachwycić, zainteresować… 
PF: To prawda. Trudno jest też się przebić. Trzeba mieć „to coś”. Czy ja to mam? Nie wiem. Nie mi oceniać, ale kiedy coś robię to daję z siebie 100%. Nie lubię przesadzać z edycją zdjęć. Staram się ograniczyć ją do minimum, przedstawić otaczający nas świat takim, jakim jest. Chcę by ktoś, kto ogląda moje zdjęcia z eventów czuł jakby tam był, aby zdjęcia były „foto opowieścią”. Ostatecznie aparat jest tylko maszyną do zapisu obrazu, który musi najpierw powstać w sercu i głowie.

Paweł Fesyk

JN: Zdecydowanie Ci się to udaje. Widziałam Twoje relacje fotograficzne ze ślubów. Ślub sam w sobie jest dniem radosnym, a Ty posiadasz niesamowity talent, dzięki któremu tę radość jesteś w stanie uchwycić na zdjęciach.
PF: Dziękuję bardzo. Rzeczywiście fotografia ślubna, to coś co bardzo lubię i w czym chcę się wyspecjalizować. Uwielbiam pokazywać emocje. Grono zadowolonych z moich usług młodych par wciąż rośnie i to jest dla mnie ogromny komplement. 

JN: Ostatnio zająłeś się też portretem biznesowym. Skąd ten pomysł? 
PF: Narodził się podczas przeglądania portali społecznościowych. Wiele moich znajomych ma zdjęcia profilowe, które kompletnie nie oddają ich osobowości, charakteru. W dzisiejszych czasach nasi potencjalni pracodawcy i klienci, przed podjęciem z nami współpracy, najpierw przeglądają nasze konta na portalach i nasze strony internetowe. Chcę robić zdjęcia oficjalne, ale nie sztywne, a naturalne, proste i prawdziwe. Eleganckie, ale takie oddające charakter fotografowanego i przede wszystkim wywierające dobre wrażenie. Uważam, że „jak Cię widzą – tak Cię piszą”.

JN: A jaki jest Twój przepis na sukces? 
PF: Trzeba robić to, co się robi na 100% z sercem i pasją. 

Kontakt z fotografem oraz galerię jego zdjęć znaleźć można na stronie internetowej: http://fesykphotography.com

Justyna Norbert