1

Anna Maria Anders

Anna Maria Anders – córka Generała Władysława Andersa urodziła się w Londynie po II wojnie światowej.  Patriotyczna atmosfera generalskiego domu przesądziła o jej charakterze, poglądach i postawie życiowej.  Od 2011 roku, po śmierci swej mamy podjęła w Polsce kontynowanie misji Generałowej Ireny Renaty Anders, która niestrudzenie od 1991 roku dbała o pielęgnowanie pamięci o Generale Andersie i Jego Żołnierzach. Po odwiedzeniu Rosji i Uzbekistanu Anna Maria Anders postanowiła dokończyć dzieło ojca i pomóc  w powrocie do Polski potomkom Polaków, którzy do dziś żyją w byłych republikach sowieckich, a chcieliby wrócić do ojczyzny swych przodków. W tym celu powołała najpierw Stowarzyszenie im. Generała Władysława Andersa, a następnie Fundację Jego imienia, której jest prezesem. 

Jak postrzega Pani współczesną Polskę? Czy jest to kraj w ruinie czy kraj sukcesu po 25 latach przemian społeczno-politycznych?

W ruinie na pewno nie jest! Ale rozumiem, że ci którzy używają takiego pojęcia, posługują się literacką przenośnią ukazującą niedociągnięcia obecnej Polski wobec pierwszej i drugiej Rzeczypospolitej. Nigdy nie poznałam PRL-u, to był dla mnie zawsze byt obcy, który skazał na śmierć mego Ojca i próbował odebrać mu obywatelstwo Rzeczypospolitej, choć nie miał do tego żadnego prawa, bo nie był ani suwerennym, ani niepodległym państwem.  Pierwszy raz przyjechałam do Polski w 1991 roku. Było to dla mnie wydarzenie niezwykłe. Przed upadkiem komunizmu, nawet po śmierci mego Ojca, nie było żadnej szansy, abym mogła znaleźć się w Polsce. I oto nagle stanęłam na ojczystej ziemi, która przez dziesięciolecia była dla mnie nieosiągalnym marzeniem. Przeżyłam szok, z jednej strony drżenie serca i niezwykłe wzruszenie, że wreszcie jestem w domu, a z drugiej smutek, że on jest tak szary i zubożały w stosunku do zachodniego świata, w którym się urodziłam i wzrastałam. Potem obowiązki matki i żony sprawiły, ze nie mogłam przyjeżdżać do Polski, bo miałam w USA dom, który stworzyliśmy wspólnie z mężem – amerykańskim oficerem, którego poznałam na Monte Cassino, gdy był attaché amerykańskiej ambasady w Rzymie.  Po śmierci, zarówno mego męża, jak i mojej mamy – Generałowej, gdy mój syn stawał się coraz bardziej dojrzały, poczułam, iż powinnam kontynuować w kraju misję upamiętnia Generała Andersa, jego Armii, a przede wszystkim ich marzeń o wielkiej, suwerennej, uczciwej i demokratycznej Polsce.  Dlatego od trzech lat zaczęłam przyjeżdżać do Polski coraz częściej i zauważyłam, że różnica obecnej sytuacji w stosunku do mego pierwszego pobytu w Polsce w 1991 roku jest olbrzymia. Przemiany, które zaszły przez te lata dowodzą, że Polska to jest kraj imponujący! Na pewno nie można powiedzieć, że jest to kraj w ruinie. Mimo to rozmawiając z ludźmi, zwykłymi, nie politykami, widzę jak wiele tu jest problemów. Wbrew pozorom są podobne do tych, które ma zarówno Ameryka, jak i inne kraje. Dotyczą one pracy dla młodzieży, czy bezrobocia. Najbardziej smutne jest to, że patrząc z zewnątrz, spoza Polski, mogłoby się wydawać, iż ekonomicznie ostatnie 25 lat naszego kraju jest wielkim sukcesem, ale gdy przyjrzeć się rzeczywistości bliżej, to ilość problemów do rozwiązania jest ogromna

Co spowodowało, że kandyduje  Pani w wyborach do senatu?

Pomysł mego startu do Senatu Rzeczypospolitej pierwszy raz pojawił się w ubiegłym roku. Rzeczywiście wtedy to mnie absolutnie nie interesowało.  Kiedy odwiedziłam Polskę w kwietniu tego roku, w różnych sytuacjach ponownie wiele osób poruszało ten temat. Mimo to nadal nie brałam tej propozycji na serio. Zaczęłam się jednak nad tym zastanawiać, dlaczego rodacy mieszkający w kraju, choć większość dotychczasowego życia spędziłam na emigracji widzą we mnie osobę, która mogłaby ich reprezentować w senacie. Doszłam do wniosku, że być może dlatego, że mam świeże, zdroworozsądkowe podejście do polskiej współczesności, bowiem nigdy bezpośrednio nie poznałam PRL-u, a wszystko co zostało mi zaszczepione w polskim Londynie, czerpało swe korzenie w przedwojennym polskim patriotyzmie i kulturze. Nie było skażone komunizmem. Dlatego być może moje spojrzenie na polskie sprawy jest dla wielu Polaków atrakcyjne, że jest inne niż osób, które przeżyły życie w PRL-u. Przebywając w trakcie kampanii prezydenckiej w Polsce zaczęłam się z uwagą przyglądać polskiej polityce. Uświadomiłam sobie, że prawdziwie dokończyć dzieło Ojca, można tylko czynnie uczestnicząc w podejmowaniu odpowiedzialności za kraj. Szczególnie przekonujące były dla mnie wypowiedzi Pana Prezydenta Andrzeja Dudy.  Dostrzegłam w nich patriotyzm, obronę narodową, NATO, współprace z Polonią i Polakami poza granicami kraju, historię, kulturę i tradycję. Dla mnie są to bardzo ważne tematy, którymi  się żywo interesuje od lat. W dotychczasowych podróżach po kraju wszędzie byłam fantastycznie przyjmowana, co mnie ogromnie cieszy. Wiem, że to nie moja zasługa, ale jestem dumna, ze naród polski, tak bardzo ceni i pamięta nadal mojego śp. Ojca Generała Andersa.  Wiem o tym, że ojciec do końca życia chciał służył Polsce i pracował dla niej i Polaków poza krajem, jak mógł najofiarniej. Niestety nie mógł tego czynić w kraju. Nie dane mu było dożyć wolności. A więc teraz, gdy w Polsce znaleźli się ludzie i środowiska, które chcą, abym kontynuowała Jego publiczną służbę pro publico bono, doszłam do wniosku, że nie mogę się uchylać od tego obowiązku i zdecydowałam się kandydować do senatu. Zwłaszcza, że już w pierwszych rozmowach na temat mojego startu do senatu, uzyskałam ze strony PiS zapewnienie, że kandydując z listy Prawa i Sprawiedliwości, będę mogła zachować to, co dla mnie najważniejsze ponadpartyjność, gwarantującą możliwość służby dla Ojczyzny, dokładnie wedle tych zasad, które przyświecały memu ojcu.

Czy powiedziałaby Pani o sobie, że jest konserwatystką?

Tak. W Anglii zawsze głosowałam na Partię Konserwatywną, a w Ameryce na Partię Republikańską. Jak to rozumieć w Polsce? Bardzo prosto! Fundamentem mego światopoglądu jest tradycyjny system wartości, patriotyzm, przywiązanie do polskiej tradycji i szacunek dla chrześcijańskich korzeni cywilizacji łacińskiej.

Jakie plany chciałaby Pani zrealizować, jeżeli zostanie senatorem?

Spraw jest bardzo wiele, ale chcę skupić się na kilku, które uważam za najważniejsze: reforma służby zdrowia, uczciwa reprywatyzacja mienia zagrabionego przez komunistów, prawa emerytalne i kombatanckie, współpraca z Polonią Świata i Polakami poza granicami kraju oraz obrona narodowa oraz edukacja ze szczególnym naciskiem na wychowanie patriotyczne i obywatelskie.

Polska jest jedynym krajem postkomunistycznym, który nie rozwiązał sprawy mienia bezprawnie skonfiskowanego właścicielom w latach 1944 -1945. Nadal obowiązuje wiele przepisów wprowadzonych przez tzw. Rząd Lubelski. Miasto Stołeczne Warszawa często wciąż zasłania się komunistycznym dekretem Bieruta. To skandal i rzutuje bardzo negatywnie na reputacje Polski w świecie, jako kraju, który wciąż nie może pozbyć się nadal spuścizny po komunizmie.

Prawa emerytalne powinny być respektowane i będę postulowała, aby współmałżonkowie, osoby, które np. zajmowały się całe życie wychowaniem swoich dzieci (tzw. rodziny wielodzietne)  mogły je nabyć w 100%. Dotyczy to też kombatantów i ich rodzin, którzy wielokrotnie byli prześladowani przez komunę, a ich oprawcy (SB, Milicja, czy ZOMO) mają dziś ciągle emerytury często wyższe, niż nasi dzielni kombatanci, którzy zmuszeni są żyć w bardzo skromnych warunkach.

Polonia i Polacy poza granicami kraju żyją na niemal wszystkich kontynentach. Na przykład w USA ponad 12 milionów ludzi uważa siebie za Polaków, lub mówi o swoim polskim pochodzeniu. Podróżując po świecie poznałam wielu zdolnych Polaków, którzy  z różnych względów wyemigrowali z kraju udając się w nieznane. Wielu z tych ludzi ma dzisiaj eksponowane stanowiska; są lekarzami, profesorami na uniwersytetach, inżynierami, prawnikami, dentystami czy ekonomistami, nie mówiąc, że wielu spośród nich z sukcesem prowadzi działalność gospodarczą. Wielu chciałoby przyjechać do Polski i otworzyć interes, albo powrócić  do kraju na emeryturę, ale nierealnie wysokie podatki i wysokie koszty prowadzenia biznesu w Polsce stwarzają niedobry klimat dla powrotów. Uważam, że powinniśmy wyciągnąć rękę do Polonii, aby zachęcić ja do powrotu i aby przywiozła swój kapitał, doświadczenie oraz etykę pracy. Osobną kwestią jest sprawa repatriacji Polaków, których przodkowie zostali wywiezieni z terenów Rzeczypospolitej i do dziś żyją w dalekich postsowieckich republikach. Dziś często kroczących w kierunku islamu, w wyniku czego żyjący tam Polacy są obywatelami drugiej kategorii. To wstyd, że przez 25 lat wolnej Polski nie udało się rozwiązać tego problemu. Zamierzam wspierać inicjatywę podjętą w tej sprawie, kiedyś przez św. pamięci Marszałka Macieja Płażyńskiego, którą dziś przypomina jako symboliczny testament swego ojca mecenas Jakub Płażyński. To bardzo bliskie memu sercu, bo jedną z najważniejszych spraw, które leżały memu Ojcu na sercu, a w której po 1942 roku nic nie mógł już zrobić, był los tych, którzy nie zdążyli do Jego Armii i zostali w Rosji Sowieckiej. Tę sprawę trzeba rozwiązać. To nasz narodowy obowiązek wobec rodaków, których Sowieci wywozili przemocą na wschód, tylko za to , że byli Polakami. Nie tylko po 17. września 1939, ale już wcześniej, z terenów byłej I Rzeczypospolitej, znajdujących się przed II wojna w obrębie Związku Sowieckiego.

Obrona narodowa wymaga w dzisiejszych czasach ogromnej wiedzy i….. rozwagi. Jako córka generała, wdowa po pułkowniku  i matka porucznika – mój syn został właśnie oficerem wojsk amerykańskich – interesuję się tym w stu procentach. Bedę postulowała, aby zakupywać najlepszy sprzęt oraz abyśmy mieli sprawną armię zdolną do obrony kraju, czy włączenia się w niespodziewane działania NATO. Nasze położenie geopolityczne jest niestety bardzo złe i dlatego, jak nas nauczyła historia musimy liczyć przede wszystkim na siebie. Nie znaczy to, że mamy działać sami, ale chodzi mi o sprawną, dobrze wyszkoloną, mobilną armię, wyposażoną w nowoczesny sprzęt, a nie w buble, które będzie trzeba wyrzucić po 2 latach na złom. Ponadto trzeba poważnie rozważyć rozwój polskiego sektora zbrojeniowego i inwestycję we własny przemysł, a niekoniecznie kupowanie zagranicznego sprzętu, bowiem często akurat w tej dziedzinie mamy duże osiągnięcia i nasz sprzęt w niczym nie ustępuję zagranicznemu. A rozwój sektora obronnego gospodarki narodowej niewątpliwie służyłby utrzymaniu, a nawet zwiększaniu zatrudnienia w Polsce.

Ogromnie ważną sprawą jest dziedzina edukacji ze szczególnym naciskiem na wychowanie patriotyczne i obywatelskie. Ja nie mogę się pogodzić z wykluczeniem z kanonu lektur dzieł Sienkiewicza, Mickiewicza i innych filarów naszej kultury. To fundamenty naszej tożsamości. I nie przekonuje mnie argument, że są niewspółczesne. W pierwszym momencie język „Bogurodzicy” też jest daleki od współczesnej polskiej mowy, ale czy Polak będzie dalej Polakiem, jeżeli nie będzie znał „Bogurodzicy” ? Jaka będzie nasza tożsamość narodowa, jeżeli zostaną z niej wymazane takie postaci literackie, jak Kmicic, Wołodyjowski, Skrzetuski, czy nawet Zagłoba ? Podobnie z nauczaniem historii i to szczególnie współczesnej. Koronnym dowodem na całkowitą porażkę systemu edukacji historycznej ostatnich dwudziestu pięciu lat jest skandal z użyciem przez producenta alkoholu z Bielska Białej, w sposób haniebny w celach reklamowych jednego z najbardziej znanych historycznych zdjęć z czasów walki z komunistycznym reżymem, związanego ze zbrodnią komunistyczną w Lubinie w 1982 roku. Ta symboliczna relikwia – tragiczne zdjęcie, dzisiaj – podejrzewam przypadkowo, wpadło w internecie w rękę jakiegoś młodego człowieka, któremu ponieważ nikt go nigdy niczego o walce z komunizmem w Polsce nie nauczył, nie kojarzyło się z niczym, poza niesieniem pijanego przez kolegów. A jego podobnie „wykształceni” przełożeni, bezmyślnie zatwierdzali na różnych szczeblach „wybitne osiągnięcie reklamowe”. Takie właśnie są skutki postaw części elit dawnej Solidarności, które świadomie i konsekwentnie od 25 lat przeciwstawiają się kultywowaniu patriotyzmu, historii i tradycji. I dlatego ja chcę pracować w senacie na rzecz upowszechniania naszego patriotyzmu, historii i tradycji. Żeby nie dochodziło w przyszłości do takich skandali.

Jakie przesłanie dla młodych wynika dziś z życiorysu i dorobku Generała Andersa ? Jak Pani sadzi, czego dziś możemy się nauczyć od Pani ojca ?

Honoru, patriotyzmu, lojalności, odwagi i konsekwencji w działaniu. Ojciec nie bał się tych, którzy byli przeciwko niemu. Ojciec wiedział dokładnie, czego chce, odważnie ale i z rozwagą zmierzał do celu. To są bardzo dobre cechy. Gdyby ojciec nie posiadał tych cech, nie wyprowadziłby przeszło 120 tys. osób ze Związku Sowieckiego. Miał wizję i był osobą zdecydowaną. Potrafił to zrobić wbrew wszystkim przeciwnościom. Historia jest bardzo ważna dla młodzieży, bo z niej człowiek może czerpać wzorce i przez jej pryzmat kształtować swoją przyszłość. Polska miała cudownych bohaterów i nie można o nich zapomnieć. Ojciec nie wątpliwie do nich należał. Był nie tylko wodzem, ale także mężem stanu. Autentycznym liderem, a to jest ważna cecha. We współczesnym świecie brakuje nam liderów, nie tylko w Polsce. Zniszczono wiele autorytetów. Dzisiaj musimy je odbudowywać i warto to robić czerpiąc z historii i tradycji. Marszałek Piłsudski przenikliwie powiedział kiedyś: naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.”

Mówi się, że polityka jest „nieczystą grą”, gdzie potrzeba siły charakteru i twardej skóry? Czy nie obawia się Pani, że jest zbyt delikatna?

Z pewnością jestem silną kobietą. Mówię biegle sześcioma językami. Mieszkałam w Anglii, Szwajcarii, we Francji, we Włoszech, w Niemczech, a od 20 lat w Ameryce.  Mam tytuł magistra biznesu (MBA) z Boston University, pracowałam między innymi dla UNESCO w Paryżu i w prywatnym biznesie.  Uważam, że moim zagranicznym doświadczeniem i duchem tradycyjnego patriotyzmu, w którym zostałam wychowana, będę mogła dobrze służyć Polsce i godnie reprezentować moich wyborców. Słyszę tu niekiedy: „Ach, tego czy tamtego się nie da zrobić, lub osiągnąć”. Gdy rozeszła się informacja, że będę kandydowała, niektórzy kombatanci zaczęli się o mnie martwić, mówiąc: „Boimy się o ciebie, ty jesteś taka słodka, zjedzą cię w tej polityce”. Tymczasem ja mam charakter mojego ojca, idę śmiało naprzód, jeżeli czuje że sprawa jest słuszna. A przeciwności tylko jeszcze umacniają moją determinację i wolę walki.

Podczas mojego wywiadu w kwietniu w programie „Dzień Dobry TVN”, pani Kinga Rusin zapytała mnie, czy „czuje, że mam misje ?” Odpowiedziałam wtedy, że tak i to samo teraz powtórzę.  Moją misją jest iść szlakiem mego Ojca i postarać się zrobić dla Polski to, na co Jemu zabrakło czasu.  Uważam, że jako senatorowi RP będzie mi łatwiej spełnić to zadanie.

W ostatnich latach spędza Pani dużo czasu w Polsce. Gdyby Pani została wybrana senatorem, czy zrezygnuje Pani z USA?

Praktycznie już mieszkam w Polsce. Więcej czasu spędzam w kraju niż w USA. Jeżeli zostanę senatorem w całej pełni poświęcę się służbie publicznej w kraju. Ja czuję się tutaj potrzebna.  Uczestnicząc w wielu spotkaniach i uroczystościach patriotycznych w Polsce zrozumiałam, że choć urodziłam się Londynie po II wojnie światowej, to jestem dla wielu Polaków, reprezentantką wartości II Rzeczypospolitej, której całe życie poświęcił mój ojciec. Ja chcę dopisać ostatni rozdział do jego dzieła. I dla tego czuje, że moje miejsce jest w Polsce. Koło historii się zamyka. Generał Anders, któremu nie dane było żyć w wolnej Polsce, jednak wbrew swym wrogom i prześladowcom powrócił do Ojczyzny w osobie swojej córki. Wierzę, że ojciec jest dumny z mojej decyzji.